poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 2

Obudziło ją słońce, z trudem otworzyła oczy i
spojrzała na zegarek. Była 17:00. Przeciągnęła się, spała prawie dwa dni. Przetarła oczy.
Angie się nie przejęła- warknęła- mogłabym tu zdechnąć, a ona i tak by nie zauważyła- A to wredna starucha. Gdyby Klarę to obchodziło to pewnie zrobiło by się jej smutno, tak jednak nie było.

Wyszła na korytarz.
Szła i szła, aż dotarła do schodów prowadzących na strych. Nigdy tam nie była i szczerze nie interesowało ją to, co znajdowało się na górze ale dzisiaj coś ją tam przyciągało
Weszła powoli po kruchych, starych i skrzypiących schodach na górę. Na strychu panował półmrok. Długo stała i rozglądała się nie mogąc ruszyć się z miejsca. Wpatrywała się w wiszące na ścianach obrazy. Miała wrażenie, że ruszają się. Jakby każdy z nich opowiadał historię. Nagle na jednym z nich zobaczyła ANGIE, która trzyma na rękach małego bobasa z ciemnymi włosami. Czy to ona? Spojrzała teraz na obraz w kącie strychu, który o dziwo był pusty. Już chciała iść dalej, gdy nagle... na płótnie zaczęły pojawiać się obrazy,
 po kolei: list, sen i dotarcie na strych. Chwilę stała zszokowana wpatrując się w obraz. Mając nadzieję, że pojawi się dalszy ciąg. Gdy doszła już do siebie wciąż zdziwiona przechadzała się po strychu. Dotarła do starej skrzyni zamkniętej na bardzo starą, żelazną kłódkę i chodź wydawało się, że gdy tylko jej dotknie to ta rozleci się w proch to tak naprawdę bardzo mocno trzymała skrzynię, tak by nikt jej nie otworzył.

Zawiedziona chwilę oglądała skrzynie,a wtedy dotarło do niej coś niesamowitego. Szybkim ruchem, nie zważając uwagi na rany, włożyła rękę do kieszeni z której wyjęła kluczyk pasujący jak się okazało nie tylko do jej szafki. Włożyła go w kłódkę i przekręciła, a ta ciężko runęła na ziemię. W skrzyni (co bardzo zainteresowało Klarę) było pełno notatek, starych zapisanych piórem książek, pryzmatów oraz książeczek z
dziwną plątaniną słów.
-Czy to są- zapytała jakby książki Klara- Czy to zaklęcia?!
Rzeczywiście książka była pełna opisów co rzekome słowa miały robić.
-Zaklęcia regeneracyjne-przeczytała-hmmm ciekawe.
Rozbandażowała  rękę i śmiejąc się na swój sposób, wyciągnęła ręce przed siebie nadgarstkami do góry i
wypowiedziała zaklęcie:
-,,rezvero"- powiedziała, dobitnie i stanowczo co nawet ją zdziwiło.
Już miała zacząć się śmiać, gdy nagle zobaczyła jak jej rany najpierw słabo potem coraz mocniej świecić złotym blaskiem po  czym po prostu zniknęły... Siedziała zszokowana obracając przed sobą ręce.
chwyciła książkę i zaczęła przeglądać kartki.
-zaklęcia, zaklęcia- mruczała pod nosem- o to może być fajne. Zaklęcia pożyteczne- przeczytała- to może być ciekawe.
Uniosła ręce nad głowę, wykonała obrót krzycząc Mezopezmo! Nagle kurz z podłogi i okien rozleciał się w powietrzu tworząc duszący niebieski dym, który po chwili też zniknął zostawiając strych świeży i pachnący.

Klara nie czekała dłużej.Zabrała parę flakoników, notatek i kryształów po czym zeszła z tym wszystkim na dół. Po chwili w jej pokoju w miejscu, gdzie stała Klara stała.... Klara ale ubrana w długą do podłogi czarną suknię pokrytą koronką oraz  w czarnych szpilkach. Jej włosy same splotły się w warkocz. Stała teraz
rzucając zaklęcia zupełnie jakby robiła to od dziecka. W końcu poczuła zmęczenie. Zasnęła...


sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 1

10 lat później ...

- Klaro-rozległ się głos staruszki- Klaro obiad!
Dziewczyna nic nie powiedziała. Zwlekła się z łóżka, które było jej ulubionym miejscem i podeszła do szafki. Powoli i ostrożnie, by nie podrażnić głębokich ran na dłoniach i nadgarstkach, które zrobiła sobie upadając na szkło, wsunęła zabandażowaną rękę do kieszeni wyjmując mały złoty kluczyk.
 Włożyła go do zamka i otworzyła szafkę z której powypadały niepoukładane ubrania. Wzięła sweterek i wsunęła go na siebie. Tak wąskie, poprzecierane spodnie i długi, ciepły sweterek to coś co lubiła. resztę ubrań wrzuciła do szafki i znów ją zamknęła.

Szła teraz korytarzem, który tak dobrze znała. Dzień w dzień od 16 lat chodziła tym samym korytarzem do kuchni, salonu i innych pokoi, ponieważ jej pokój znajdował się na piętrze wielkiego domu i to na dodatek na samym końcu korytarza. Nie przeszkadzało jej to, lubiła być sama, bo jak to stwierdziła: Głupie towarzystwo ogłupia ludzi. Doszła do drzwi, były zamknięte. Rozejrzała się. Na półeczce stała figurka chłopca, który w rękach trzymał kulę ziemską.
"To się nazywa mieć cały świat w rękach"- Pomyślała, po czym wzięła figurkę do rąk i przekręciła kulę. Z środka wyjęła klucz, którym otworzyła drzwi. Powoli zeszła po schodach by następnie wejść do kuchni, gdzie czekał obiad.
- W końcu jesteś- usłyszała głos staruszki- wolniej to już chyba tylko stać.
-Jestem, więc jedzmy- warknęła dziewczyna siadając do stołu i tak jak zwykle zjadła surówkę, a całą resztę, gdy Angie nie patrzyła rzuciła Odiemu. Odie był niezwykle pięknym i wesołym psem rasy Haskie  o gęstej szarej jak u wilka sierści.
-Dziękuję -Rzuciła nie patrząc w stronę staruszki.

Wstała od stołu i już chciała iść do pokoju, gdy nagle rozległ się D Z W O N E K ?!
Ktoś tutaj? Do kogo mógł przyjść? Dziewczyna podeszła do drzwi i otworzyła je.
-Klara Cove? - zapytał nieznajomy.
-Zależy- odpowiedziała i znana z swej nie ufności zlustrowała mężczyznę wzrokiem.
-Mam przesyłkę z pokwitowaniem- powiedział lekko skonsternowany-podpisz tu.
Klara podpisała świstek papieru i... listonosza już nie było, zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu.
,,Hmm... List do mnie? Ale od kogo?" - Pomyślała i udała się w stronę salonu.
Usiadł w fotelu na przeciw starszej pani i otworzyła nożykiem kopertę. W środku... ?
W środku znajdowało się zdjęcie kobiety o Ciemnych włosach klary ale  niebieskich oczach Spojrzała na list, gdzie przeczytała :
Klaro... a może lepiej córeczko{..}
Dalej nie czytała. Od razu wrzuciła list do kominka i nim Angie zdążyła o cokolwiek zapytać, Klara była już na górze.
-Córeczko -krzyknęła-Córeczko?! -Teraz wydzierała się na cały głos. Spojrzała z obrzydzeniem na zdjęcie , które wciąż miała w kieszeni. Kobieta była do niej podobna, a raczej ona do kobiety.
Miała na oko 35-40 lat, miała czarne jak heban włosy, była niska i stała na tle jakiegoś lasku.
Teraz Klara zastanawiała się czego ta obca kobieto może od niej chcieć. Zostawiła ją gdy Klara miała 3 lata. teraz ma 19 i po 16 latach ma czelność jeszcze tak po prostu napisać?! W ogóle po co?
Co od niej chciała? Znów przypomnieć?
Wzięła flakonik z nalewką nasenną i spiła duszkiem 2 razy więcej niż powinna.
Chciała zasnąć jak najszybciej i spać z tydzień. Cel był jeden. Zakończyć wspomnienia.
Bo kto z was chciałby pamiętać, że był dzieckiem którego nikt nie chciał?
Dzieckiem przygarniętym z litości...
Po około 5 minutach padła zmęczonana łóżko i zasnęła.
W końcu...

piątek, 14 listopada 2014

Prolog

Mała, na oko 7 letnia dziewczynka z czarnymi włosami do ramion i niezwykle zielonymi oczami siedziała sama. Nie bawiła się z innymi dziećmi. Nie dla tego, że nie chciała, ich tu po prostu nie było. Żadne z rodziców nie chciało puścić swych pociech w to miejsce. Niby zwykły park, pełen drzew i ławek, ale jednak miał w sobie coś co budziło grozę. Gdy ktoś chciał przejść, całą drogę czuł się dziwnie... Jakby był obserwowany przez setki par oczu. Ludzie omijali go więc szerokim łukiem.

Ale nie o parku mowa. Mowa o tej dziewczynce, która siedział tu sama. Gdzie jej rodzice? Cóż, żeby to ona sama wiedziała. Mama, gdzieś w Anglii, a tata?  Nie znała go. Nie chciał jej i taka była prawda. Każdy kto obserwował by ją z boku miał wrażenie, że dziewczynka zawsze jest cicha  i spokojna, można powiedzieć: bezbronna...

W środku jednak dziewczynka nie była taka niewinna.Jako osoba, która nie zna swoich rodziców miała dość wredny charakter. Była złośliwa ale potrafiła zachować dystans. Nie ufna ale odważna, cicha ale inteligentna.

Mieszkała w wielkim domu z jeszcze większym podwórkiem, które zasłaniały wysokie, stare drzewa. Dom ten należał do staruszki imieniem Angie. Starsza pani opiekowała się nią odkąd jej mama wyjechała do Anglii, gdy dziecko miało 3 latka. Angie była dość miłą osobą i lubiła dziewczynkę. Nigdy jednak jej tego nie okazywała, o czym się przekonacie.